FANDOM


Ostrzeżenie!
Poniższy tekst może posiadać treści, które niektórzy czytelnicy mogą przyjąć za kontrowersyjne, np. wulgaryzmy, obraźliwe teksty. Jeśli jesteś czuły na tego typu elementy, zaprzestań czytania.


Akt III - Ostatni Ruch

PrologEdytuj

Nigdy nie byłem bohaterem. Nigdy nie będę. Nie potrafiłem ocalić... nawet jednej osoby... nawet tej, którą kochałem. Jaki tam ze mnie bohater.

Widziałem do czego zdolni są ludzie. To przyjemne, a zarazem smutne, że są ludzie, gorsi ode mnie.

Nie doświadczyłem wojny w jej czystej postaci. Toczyłem bitwy. Brałem udział w pojedynkach. Ale nigdy nie stałem na linii frontu. Cóż, nie było mi do tego spieszno.

A teraz ten popieprzony świat rzuca mnie w sam wir walki. Dalej słyszę huk eksplozji bomb StickTopii, spadających na Teriando. Dalej słyszę krzyki ludzi, których wybuch rozrywał na kawałki. Pamiętam dywan krwi i trupów, który przyozdobił niszczone miasto. Jakże ironiczne zwieńczenie destrukcji.

Ale... przeżyłem. Nie umarłem na próżno, jak tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci. Nie leżałem tam, pośród nich. Nie umarłem. I co z tego? Jakie to ma znaczenie, że przeżyłem? Jakie znaczenie miałoby to, że umarłem?

Kurwa, żadne. Kogo obchodzą tysiące ludzi, skoro jednym pieprzonym przyciskiem można ich zabić w zaledwie kilka minut. To tylko cholerne statystyki. Jedna kreska wyżej na wykresie.

Ci u góry zawsze będą ciążyć tym na dole, łamać ich kręgosłupy. Cóż, teraz to niewiele zostało do łamania. Ich "gra" kosztowała wiele niewinnych żyć.

Mój ruch będzie ostatni...


Rozdział 1: RoszadaEdytuj

21.10, Plac Królewski, Stickos, StickWrick

17 kwietnia, 2023 rok

Księżyc oświetlił spowite w ciemnościach miasto, przy akompaniamencie gwiazd. Stickos błyszczało w ich majestacie, wciąż piękne. Szkoda, że niedługo miało się to zmienić.

Plac Królewski stanowił okolice siedziby prezydenta, Ryana Dariusa, który chroniony był przez watahę żołnierzy. No i jeszcze załatwili takich ludzi jak on.

Rex zacisnął lufę na kolbie i zaczepił celownik optyczny. Trójnóg leżał obok, złożony. Odłożył karabin i ustawił ostatni wór z piachem. Prowizoryczny murek z worków był już ustawiony na krańcu dachu.

- Mamy XXI wiek, a ja muszę męczyć się workami z piachem? - Rex wyraził swoją dezaprobatę.

Scooter westchnął głęboko i odłożył na moment broń. W wolne dłonie chwycił lornetkę i zaczął przez nią spoglądać. Nic specjalnego. Opustoszałe miasto, i tyle. Aż dziwne, że prezydent postanowił zostać. Choć, jakby się nad tym zastanowić, to jednak cholernie oczywiste.

Nie jest tajemnicą fakt, że budynek prezydenta jest lepiej zabezpieczony niż obóz kwarantanny. Śmieszne. Mimo to jednak potrzebował dodatkowej ochrony w postaci niegdysiejszego łowcy nagród.

Mało kto go teraz kojarzył, jako że jego znakiem rozpoznawczym były krwistoczerwone oczy. Teraz, po wyleczeniu choroby Rubrikura, jego ślepia przybrały inną barwę. Prawa tęczówka miała kolor ciemnoczerwony. Lewa zaś cybernetyczno żółty. Sztuczne oko patrzyło pusto w przestrzeń.

- Czysto - stwierdził, po czym dodał: - Na razie.

Puścił lornetkę, pozwalając jej zawisnąć na jego szyi. Chwycił snajperkę i podłączył trójnóg, rozkładając go. Nogi urządzenia stuknęły o podłoże dachu i stanęły na nim twardo. Ruszył karabinem na bok, sprawdzając siłę uchwytu. Broń trzymała się mocno, jak matka trzyma dziecko.

"Matka, co?", westchnął Rex, ale po chwili jęknął długo, uznając, że zaczyna popadać w melancholię.

Mężczyzna puścił snajperkę, pozwalając kolbie uderzyć delikatnie o równe podłoże dachu. Karabin dalej trzymał się w uchwycie trójnoga.

- Kto tam? - mruknął ponuro. - Wiem, że tam jesteś. Wyłaź.

Z ciemności wyłonił się nagle spory szczur. Rex zmrużył oczy, zdziwiony, po czym westchnął, jakby z rozbawieniem. To tylko zwykły zwierzak.

Nagle czyjaś stopa zdeptała gryzonia, pozostawiając tylko papkę krwi i zmiażdżonego mięsa. Scooter zacisnął brwi i spojrzał groźnie.

Chwilę później z mroku wyszła ręka ściskająca gnata, a po chwili reszta ciała. Był to wysoki mężczyzna o ciemnoszarej karnacji skóry, z bandażem owiniętym wokół linii czoła. Nosił długi, czarny płaszcz, a poły unosiły się na wietrze. Jego złote oczy zdawały się świecić w otaczającej ich ciemności. Drugą rękę obejmowała szarawa orteza, prowizorycznie przewieszona bandażem za szyję.

- Żadnych gwałtownych ruchów - warknął nieznajomy. - StickWrickanin? Nicksoftczyk?

- Żaden z nich - mruknął Rex. - Nipończyk.

- O proszę, wyspiarz. Ja jestem StickTopijczykiem.

- Słyszę - odpowiedział, zauważywszy mocny akcent topijski.

- Co taki wyspiarz jak ty robi w okolicy siedziby prezydenta?

- Wydaje mi się, że ja powinienem zadać to pytanie, Topijczyku. Służysz w armii? Nie nosisz munduru.

- Służyłem - sprecyzował. - Powiedzmy, że podałem się do dymisji. Godzinę temu.

- Więc jaki masz interes w byciu tutaj?

- To dobre miejsce na trybunach. Pooglądam sobie nadchodzącą masakrę. Tyle zabawy dla mnie.

- Więc znajdź sobie inne. Te ja zajmuję.

- To da się zmienić. - Symbolicznie odbezpieczył pistolet.

- Próbujesz mnie przestraszyć, chłystku? - warknął. - Zabijałem już gówniarzy, takich jak ty.

- Spokojnie, dziadku - uśmiechnął się. - Nie chcę hałasować tylko po to, by cię zabić. No chyba, że będę musiał.

Rex zmrużył oczy.

- To jak będzie?

- Tak.

Nim przybysz zdążył zareagować, Rex odbił się na rękach i zbliżył do niego. Zanim mężczyzna wystrzelił, Scooter wybił mu pistolet z dłoni, po czym wyprowadził potężny cios pięścią w brzuch. Topijczyk wypluł powietrze z płuc, ale zachował wystarczająco jasności umysłu, by skontrować atak. Ciężka piącha trzasnęła Rexa w potylicę. Zanim mógł zaryć twarzą o dach, zamortyzował upadek rękami, po czym odskoczył, odbijając się od dłoni.

Wściekły mężczyzna zaczął szukać pistoletu, a gdy go znalazł i chciał pochwycić, Rex odkopał go gdzieś w dal i wbił swoje kolano w szczenę Topijczyka. Padł na plecy, ale szybko wykonał przewrót i wyskoczył do kontrataku. Scooter z łatwością zablokował jego dłoń i trzasnął po twarzy własną. W odwecie ten ściął go z nóg własną. Rex upadł, a gdy uniósł głowę, dostrzegł zbliżającą się stopę przeciwnika, gotową zmiażdżyć mu łeb. Instynktownie przeturlał się, unikając nieprzyjemnej śmierci, po czym wstał i rzucił się do szarży.

Przeciwnik był jednak wystarczająco sprytny i, parując atak Rexa, uderzył go z główki. Scooter postawił kilka kroków w tył, ale zachował równowagę, w sam raz na zablokowanie nadchodzącego kopnięcia. Blokując cios rękoma, Rex chwycił kostkę Topijczyka lewą ręką, a drugą usztywnił chwyt po drugiej stronie. Zanim mężczyzna mógł zareagować, Scooter skręcił mu staw skokowy, dodatkowo miażdżąc naciskiem kości.

Rywal warknął z bólu i padł na ziemię, akurat przy pistolecie. Gdy Rex to zobaczył, było już za późno - Topijczyk chwycił gnata i wystrzelił. Scooter skoczył niedbale do tyłu. Mimo wystrzału, usłyszał tylko głośny szum, najwidoczniej pistolet był wytłumiony. Mężczyzna padł na ziemię, uderzając twardo lędźwiami o podłoże. Gruchot kości przeszył każdy nerw jego ciała, przygniatając go do dachu. Ranny Topijczyk podszedł do niego, kulejąc, po czym wycelował z pistoletu.

- No nieźle, dziadku - pochwalił go. - Ale to by było na tyle. Starsi, tacy jak ty, powinni udać się na emeryturę i zostawić wszystko nam, młodszym.

- Pyskaty z ciebie gówniarz - zaśmiał się Rex. - I nieostrożny.

Zaskoczony jego słowami Topijczyk zaczął się rozglądać i dopiero teraz zauważył w jego dłoni pistolet. Wymierzony w jego pierś. Mężczyzna uśmiechnął się.

- Widzę, że nadal masz sporo w zanadrzu, dziadku.

- Więcej, niż mógłbyś przeżyć.

- Wierzę na słowo - westchnął i uniósł głowę, choć dalej celował w Rexa. - Cholera, mam nadzieję, że nikt tego nie słyszał. Nieważne. Nie próbuj mnie gonić, bo na serio rozwalę ci ten łeb.

Wciąż celując w głowę Scootera, Topijczyk wycofał się chwiejnym krokiem. Rex podniósł się i zaczął rozmyślać podążenie za nim i zabicie go.

Ech, nie moja sprawa, pomyślał. Skoro nie czuł potrzeby go zabicia wtedy, gdy trzymał go na celowniku, nie widział powodu, by nagle zmienić zdanie.

Spoglądając na swoje otoczenie, uznał, że wszystko było gotowe. Wystarczyło tylko poczekać.

Tylko poczekać.


Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki